To te krótkie chwile, które pozwalają mi złapać powietrze… Chwile, w których udaje mi się uciszyć myśli. Chwile błogości spokoju. Zastanawiam się na ile to jest moja wina, że jest ich tak mało. Moja terapeutka powiedziałaby, że nie mogę się ciągle o wszystko obwiniać. Robię to zdecydowanie za często. Myślę, że jednak jest jakaś wina w tym… Gdy zaczyna mi brakować tej miłości, namiętności zaczynam o nią dbać.
Poczułam ten cudowny smak w ostatnich dniach, może to nie ekscytujący romans. Może nie ma w tym tyle emocji, świeżości… Jednak po dziesięciu latach miłość jest dojrzalsza, spokojniejsza, pewniejsza, inna. Ten dotyk, te pocałunki… Ta codzienność…