wtorek, 16 listopada 2021

W Ą T P L I W O Ś Ć

 * karty KIS, B. Strychowska „Bliżej siebie”.

✖WIARA ✖ Ą… WĄTŁOŚĆ ✖TROSKA ✖PRACA NAD SOBĄ ✖LITOŚĆ ✖INNOŚĆ ✖WYSIŁEK ✖OSOBOWOŚĆ ✖ŚCIEMA ✖ CIERPIENIE 

Moje skojarzenia z tym słowem? 

Poszukiwanie samej siebie. Nie wiedza kim jestem. Cierpienie z powodu poszukiwania i ciągłych niewiadomych. Strach przed tym co może się stać. Niepewne dni. Niepewna przyszłość. 

Mój monolog wewnętrzny. 

Ciągle mam wątpliwości. Czy dobrze robię? Czy aby kogoś nie urażę? Czy aby jestem wystarczająca? Czy może robię coś źle i wszystko niszczę wokół siebie? Kim jestem? Ile jest mnie we mnie?  Kiedy stanę się sobą? Czy kiedykolwiek byłam sobą?…  Wszystko zaczęło się w pewnym momencie, gdy zrozumiałam, że jestem wolna… Wolna? Gdy byłam już mężatką, gdy zdobyłam kwalifikacje zawodowe, gdy miałam już roczny staż macierzyński. W pewnym momencie po prostu skończyłam wykonywać listę poleceń, oczekiwań, gdy spełniłam je… Gdy nagle mogę robić co chcę, decydować o sobie, podejmować ważne decyzje. I to nie jest tak, że wcześniej miałam nad sobą jakiegoś tyrana i trzymał mnie na uwięzi. Po prostu to co w głębi mnie ugrzązło jak mam się zachowywać by spełnić oczekiwania mojej matki, mojej babki, mojej rodziny, od której sie odcięłam. I choć już wcześniej wiedziałam jak są dla mnie toksyczni to… Mimo odizolowania się od nich  dalej podświadomie robiłam to co mogłoby spotkać się z ich aprobatą. Choć nigdy nie zadowoliłabym nikogo z nich. 

Zaczął się wtedy najtrudniejszy okres mojego życia. Problemy zdrowotne i osobowościowo - emocjonalne. Zaczęłam się zastanawiać czy kiedykolwiek byłam sobą czy może ja to oczekiwania mojej rodziny. Ile cierpienia było we mnie próbując uzyskać od matki „jestem z ciebie dumna”… Ile przechwyciłam jej osobowości w sobie. Jak zlałam się z nią. Choć nieudolnie, niestarannie zaczęłam pracę nad tym. Nad tym by być sobą. Mijają prawie dwa lata, a ja dalej poszukuje, przepracowuje. Są postępy, ale nie jest idealnie. Uczę się odpuszczać sobie, uczę się sobie wybaczać, powtarzam sobie, że pewne rzeczy i moje myśli są tymczasowe. Czuję też negatywne skutki zmiany leków, fizycznie nie jest najlepiej jednak… To minie. To wszystko minie. Godzę się ze sobą i z tym jak jest. Chcę być dla siebie ważna, chce być wyrozumiała i swoim własnym przyjacielem. 

piątek, 12 listopada 2021

Szepty…

 Myślisz, że mógłbyś mnie pocieszyć Ale ja nie znam siebie Nie, nie znam siebie Ponieważ ja Ponieważ ja Sabotuję rzeczy, które najbardziej kocham Maskuję się, abym mogła nakarmić kłamstwo, które stworzyłam…

Halsey - Whispers 

To ten moment, w którym jest spokojniej. Tak jakby… Dalej coś zalega w moim gardle jak połknięta ość. Znów zrobiłam rzeczy, które odciążają mnie a jednocześnie przytłacza mnie konsekwencja z nich idąca.  Nie wiem jak się z tego wyplącze. Naprawdę nie wiem. Nieodpowiedzialna, zła… Ludzie mogliby mnie zlinczować. W dodatku zbliżają się trzecie urodziny mojego Niedźwiadka… Zapraszam matkę chrzestną. Jej praca i jej koleżanek jest lajtowa a ja narzekam - pewnie kłamię, albo nic mi nie pasuję… W dodatku Niedźwiadek ma pieluchę… Mało mówi, mówi nie wyraźnie - a syn jej znajomej… I pojawiają się zawroty głowy, zapiera oddech w płucach. Jesteś chujową matką, jesteś chujowym nauczycielem, jesteś chujowym człowiekiem…. Nie wiem kim jestem, a wiem, że jestem kimś złym. A moze nawet czymś?… 

Był wybuch więc teraz jest spokojniej. Tyle gorzkich i mocnych słów, tak bardzo chciałam Cię nimi zranić, tak bardzo… Znam Cię, uderzam tam gdzie najbardziej może zaboleć. Byłam gotowa spakować walizki i wyjechać gdzieś nad morzę. Byłam pewna, że przekraczam granicę bo Ty musiałeś wziąć pierwszy raz w życiu leki na uspokojenie. Nie wyrzuciłeś mnie z domu, nie powiedziałeś, że jestem zła… Przytuliłeś, powiedziałeś jak kochasz w każdym momencie. Będziesz mnie zawsze kochał… Udowadniasz to każdego dnia. Bo jestem Twoją żoną. Bo znamy się już ponad dekadę… Nie oceniasz, po prostu kochasz. A wracając do domu kupiłeś mały bukiet kwiatów. Tak bez okazji, bym może chociaż się uśmiechnęła bo kocham kwiaty… 






wtorek, 2 listopada 2021

Idź i bądź dużą dziewczynką…

 … Prosiłaś o to. 

Trzy i pół miesiąca. Tyle brakuje do moich trzydziestych urodzin. Zawsze powtarzam, że nie lubię swoich urodzin, a zawsze odliczam do nich. Może za każdym razem liczę, że coś one zmienią? Chciałabym… Chciałabym do tego czasu być sobą. Ciągle nie wiem kim jestem, a demony przeszłości wciąż trzymają mnie za kark. A pustka jaką czuje… Powoli rozumiem, że brakuje mi samej siebie. I choć wiem, że  nic i nikt mi jej nie zapełni, to szukam wciąż nowych gadów, zwierząt i rzeczy. Zamiast skupić się na pasji i ją rozwijać… Przez swoje nerwy i zataczanie kół depresji nie jestem ani dobrą matką, ani żoną… A kobietą to już w ogóle się nie czuje. Ciągle boje się oceniania ze strony innych ludzi, a jednocześnie nie potrafię przyłożyć się do niczego. Czasem nawet do własnej higieny i ubrania się… 


Chciałabym by moje cele były moje, bym dążyła do nich a nie co chwila jednak uznawała,że to nie to… Bym jak inni mogła po prostu coś robić, osiągać jakieś cele a nie ciągle się gubić w tym czego chcę. Przeraża mnie wizja innych miesięcy… Zarówno nie chcę wracać do pracy jak i nie potrafię dobrze zająć się dzieckiem w domu. Szczególnie dziś brak mi sił na bycie matką, a mojemu dziecku za to nie brakuje sił na bycie diabłem wcielonym… Na tyle, że znów poprosiłam Męża by wrócił do domu. Może odpocznę i będzie lepiej? Kiedyś musi być, prawda? 

Nie pomaga mi to, że Mąż na wszystko się zawsze zgadza i zgodzi, że wesprze… A potem obarczam go rozwiązaniem problemów jakie sobie narobię. Nigdy nie mam sił, ani odwagi by robić to sama. Jeszcze 2 lata temu było inaczej. Teraz znów często czuje się małą dziewczynką, bez prawa do głosu… Głupią, beznadziejną, złą… Dlaczego nigdy nie będę wystarczająco dobra, mamo? Czy kiedykolwiek będziesz ze mnie dumna? Dlaczego ja nie potrafię przestać to przeżywać. Przecież zaraz będę miała trzydzieści lat. Mam męża, mam dziecko, mam swoją rodzinę, mieszkanie, studia, pracę… Wiecznie pojebana, wiecznie zazdrosna, wiecznie zła, prawda? Potrafisz mnie zrównać z ziemią, zniszczyłaś mnie, mamo… A ja nie potrafię siebie odbudować. 

Po raz kolejny zmieniam leki, nie mogę doczekać się kolejnej sesji u terapeutki. A na dziś musi mi wystarczyć mąż, jego pierogi ruskie i poduszka z kocem. Nie sprawia mi nawet przyjemności to,że kupiłam sobie pięć różnych rodzajów kawy i torcik… Ciągle, gdzieś w głębi czuję, że nie zasługuje na nic… 


Kiedyś zacznę się liczyć ze swoim zdaniem, i Jego też…

poniedziałek, 1 listopada 2021

Wszystko kręci się w kręgu…

 I mój krąg zatacza się. Wczoraj po powrocie do domu były przytulanki z moim już nie takim Maleństwem. A gdy zasnął szybko… Mogłam mieć wieczór, na który miałam nadzieję. Potrzebuję bliskości bardziej. I tej namiętności. W szczególności namiętności, gdzie moje libido wróciło na prawidłowe tory, choć… Czy one kiedykolwiek było prawidłowe? Zazwyczaj jest ogromne aż do bólu. Męczące… 

Może Ci się zdawać, że jest czasem inaczej. Może myślisz, że Cię nie kocham… Może jestem męcząca ale Ty nigdy nie dajesz po sobie tego poznać. Przytulasz, jesteś blisko. 

Lubię to. 

Lubię ten czas. 

sobota, 30 października 2021

Przebłyski

 To te krótkie chwile, które pozwalają mi złapać powietrze… Chwile, w których udaje mi się uciszyć myśli. Chwile błogości spokoju. Zastanawiam się na ile to jest moja wina, że jest ich tak mało. Moja terapeutka powiedziałaby, że nie mogę się ciągle o wszystko obwiniać. Robię to zdecydowanie za często. Myślę, że jednak jest jakaś wina w tym… Gdy zaczyna mi brakować tej miłości, namiętności zaczynam o nią dbać. 

Poczułam ten cudowny smak w ostatnich dniach, może to nie ekscytujący romans. Może nie ma w tym tyle emocji, świeżości… Jednak po dziesięciu latach miłość jest dojrzalsza, spokojniejsza, pewniejsza, inna.  Ten dotyk, te pocałunki… Ta codzienność… 

czwartek, 28 października 2021

Przeterminowane

 Brakuje mi świeżego smaku. Tego słodkiego, nowego… Brakuje mi tego powiewu świeżości, niepewności,  tajemnicy, chęci poznania tego. Brakuje mi… Dziś potrafię określić czego mi brakuje. I czuje jak bardzo mi tego brakuje. Przekładam strony książek, przesuwam palcami po kolejnych stronach komiksów, uśmiecham sie delikatnie. I tęsknie. 

sobota, 23 października 2021

Jeśli nie chcesz mej zguby….

 … Niebieską jaszczurkę kup mi luby… 


Co jeśli się już zgubiłam? Co jeśli już nigdy się nie odnajdę w tym wszystkim?… Czuję się jakbym była zamknięta… Jakbym czuła tylko smutek, ten dziwny ból, pustkę… Jakbym wszystko dotykała sercem przez grube rękawice. Podobno nie mam warstwy ochronnej i moja wrażliwość jest dużo większa przez to, wsiąka wszystko we mnie i dotkliwie rani. Absurdalnie do tego… Ja nie potrafię odczuwać przyjemności. Czuje się zamknięta… Odizolowana od tego co kocham. Wszystko czego dotknę jest bez czucia, bez smaku, bez zapachu, bez żadnej faktury… Jest jałowe. Przerażająco jałowe. Smutek i ból tak mocno mnie trawią, że to już nie tylko brak snu, brak apetytu… To również brak uczuć. 

Wszystko rozlatywały się po kawałku. Teraz to gruzowisko jałowego życia. A On patrzy na mnie czule, z troską, przejęciem. Może zastanawia się czy nadal jestem… Przytula, całuje, dotyka, jest. A ja próbuję być z nim tylko nie potrafię się przebić przez własną ścianę, może to już nawet grubość muru. Czuje się przezroczysta, gdy mnie dotyka. Gdy przytula, gdy tak jak zawsze uprawiamy seks i nagle… Jakby mnie tam nie było, toczę wtedy wielką bitwę w sobie, przegrywam, to mnie niszczy. Gdy piję kawę, gdy gotuję czy sprzątam, gdy czytam dziecku bajkę… Ja walczę. Walczę o siebie, ale brak mi sił. I wiem, że on zrobi dla mnie wszystko, że rzuciłby mi kosmos pod nogi… A mnie to nie uszczęśliwi. To boli jeszcze bardziej. Gdy On chciałby tak bardzo mi pomoc, zrozumieć, uszczęśliwić… Ale nie może bo depresja to tylko moja walka. 

Rozpadam się na pył z tych drobnych kawałków, gdy on spełnia wszystko co szepnę. A wciąż widać tylko moje łzy bez najmniejszego uniesienia kącików ust. Tym razem to nie jabłuszko z numerkiem 13 o jakim marzę od lat bo w końcu musiało pojawić się trzynaście. Tym razem idzie kolejny krok dalej. Błękitna, nadrzędna jaszczurka. Tak bardzo rzadka, tak bardzo droga… Którą oglądam za każdym razem w zoo i powtarzam sobie kiedyś będzie mnie na nią stać… Mam wszystko co mogłabym chcieć oprócz szczęścia.  A może to nie o szczęście chodzi? Może to po prostu… Spokój. 

Nienawidzę siebie za to,że nie miałam tyle sił i odwagi by nie pozwolić się zniszczyć… 

poniedziałek, 18 października 2021

Umieranie

 Przestało to być czymś dla mnie nowym. Po prostu znów umieram. Umieram wewnątrz. Czuję ból, który z każdym dniem rośnie. I rośnie… Na początku jest całkiem niewinnie. Jak ból głowy, który wydaje Ci się, że zaraz minie. Niestety on nabiera na sile, z każdą chwilą rośnie i zaczynasz żałować bo nie sięgnąłeś po tabletkę. Okazuje się, że tabletka nie pomaga, ból się rozkręcił za mocno. Ten ból zapuszcza korzenie, rozrywa Twoje ciało, Ty to widzisz i czujesz, inni myślą, że to coś innego. 

Ból dotyka serca. Wyżera dziurę i wlewa smutek. Boli Cię tak, że nie potrafisz jeść. Nic nie smakuję już, nawet ta ulubiona czekolada. Nie potrafisz spać, próbujesz mieszać proszki z alkoholem ale nawet to nie pomaga. Jesteś zmęczony tak, że oddychanie jest trudne i kładziesz się do łóżka, zamykasz oczy i skupiasz się na tym bo wszystko inne co dla ludzi jest naturalne Tobie sprawia trudności. W końcu okazuję się, że jesteś sparaliżowany bólem. Nie możesz już udawać. Nic Ci nie wychodzi. Zmęczony, śpiący i nie jadłeś od miesiąca. Rozpaczliwie szukasz leku jak alkoholik na odwyku wódki. Nie ma. Nic nie działa. 

Wytrzymasz? Jestem silna… Nie wiem na jak długo. Nie wiem za którym razem poradzę sobie w inny sposób. Umieram już setny raz…

środa, 13 października 2021

Depresja

 „Potrzebuję jakiejś ochrony. W tej chwili nie widzę światła w tym tunelu i nie potrafię wyobrazić sobie spokoju wewnętrznego i całego tego gówna i wycofuję się. Nie chcę dłużej cierpieć. Gdybym była alkoholikiem, powiedziałabym, że chcę drinka, ale ponieważ nie wiem, kim jestem, nie wiem czego chcę. Ale chcę tego natychmiast!”

E. Wurtzel 

Myślałam, że to już za mną… Wydawało mi się,że potrafię się z tego wywinąć. Myślałam, że dobrze funkcjonuję, że wpisuję się w te wszystkie tabelki, punkciki… Jednak tak bardzo łatwo napaść mnie lękowi, smutkowi, bólowi… Tak łatwo przejmują moją głowę i ciało. Byle problem w pracy, byle problem w domu… Choć głównie problemy w pracy. Boje się popełniać błędy, boje się oceniania - a ludzie to robią ciągle. Okazuje się, że przez osoby trzecie źle coś zrobiłam - ok, można to poprawić, naprawić, to niby nic takiego ale… Ja wymiotuję, nie mogę spać, nie mogę jeść. Boję się wrócić do pracy (przez chorobę Młodego i moją nie byłam już 2 tygodnie). Nerwowo szukam czegoś czego mogę się uczepić, co pozwoli mi jakoś dryfować. Wszystko czego chcę da mi to na parę sekund. I pojawią się wtedy dodatkowe wyrzuty sumienia i smutek, że to nie pomogło… 


„Przejściowe pory roku nie są dla mnie najlepsze. Dla nikogo takiego jak ja. Obłęd lubi wracać jesienią lub przedwiośniem. Lubi niż, mgłę, ołowiane zachmurzone niebo. Budzisz się rano i masz do dyspozycji albo nieokreślony lęk, albo smutek. A czasami jedno i drugie. Chciałbym obudzić się pogodnym i uśmiechniętym lub przynajmniej obojętnym, ale jedyne, na co mogę liczyć, to wybór między trwogą a rozpaczą oraz nadzieja, że nie zwariuję do reszty.”

J. Grzędowicz 

niedziela, 10 października 2021

Taki los…

 Zawsze wierzę, że wszystko dzieję się po coś. Jeśli się staramy i do czegoś dążymy a pojawiają się przeciwności, na które nie mamy wpływu… One są po coś. 

Okazuje się, że nie będzie mi dane w tym roku stać się studentką. Już w czerwcu próbowałam zapisać się na konkretny kierunek w różnych uczelniach. Dziś miałam nawet umówione spotkanie w uczelni 400 kilometrów od mojego mieszkania… Podejrzenie covidu i nałożenie kwarantanny a póżniej jej ociągające się zdjęcie sprawiło, że nie udalo mi się podpisać umowy. I ogólnie jest za późno. 


Nie jestem zła. Wiem,że podziałam inaczej. Uczę się cierpliwości. Mam czas. Czuję, że mam czas. 

A potrzebuję czasu dla siebie. 

wtorek, 5 października 2021

Siła kobiecości

 To zabawne… Lecz czuję się bardziej kobieca niż kiedykolwiek przedtem. Przed moją operacją w marcu bałam się,że mój świat zostanie poważnie zachwiany. W końcu istniało ryzyko wycięcia mi macicy i ostatniego jajnika. Gdy zabrakło mi pierwszego jajnika bardzo przeżywałam, czułam się pusta. Wybrakowana, niepełna… Udało mi się ostatkiem sił urodzić wcześniaka po czym stałam się więźniem własnych narządów - tych rodnych. Ogniska zapalne oplatały moczowody, nerwy krzyżowe, mięśnie brzuszne… Nie wiedziałam nawet jak bardzo jest poważnie. I podpisałam zgodę na wycięcie wszystkiego co trzeba wyciąć. 

Najważniejsze dla mnie po wybudzeniu z operacji było to czy wycięli macicę. Wycięli. Wycięli wraz z jamnikiem, szyjką i innymi rzeczami. Czułam ulgę. Poszłam spać spokojnie a kolejnego dnia wstałam z łóżka i chodziłam prosto, prosto! Bez świadomości,że wcześniej tego naprawdę nie potrafiłam. Nie myślałam wtedy o tym czy jestem pusta, czy mniej kobieca. Ja byłam wolna. Wolna. Po prostu wolna. Z każdym dniem zaczęłam dziękować lekarzom za to, że się mną zajęli. 

Myślę,że nie ja jedna jednak miałabym myśli „a co teraz z seksem?”… Z kobiecością? W końcu została tylko pochwa i łechtaczka a cała reszta… Bałam się. Czy może seks będzie nie przyjemny, czy jeszcze po operacji może być za wcześnie. Gdy dostałam zielone światło zbierałam się do tego jak dziewica bez przekonania. I na nowo odkryłam czym jest orgazm i seks. Było cudownie, jak jeszcze nigdy. Duże zaskoczenie, w końcu moje życie seksualne nie było ubogie. Stałam się kobietą. Nie kobietą/ żoną, która może urodzić. Nie. Kobietą, kochanką. Kobietą, która kocha się ze swoim mężczyzną tylko dla przyjemności. Bez czegokolwiek dodatkowego. 

I jeśli ktoś myśli, że „fajnie, ale bzykanie bez konsekwencji nie jest czymś boskim”. Nie. Lepiej mieć tą możliwość, ale nie za wszelką cenę. Nie tylko seks i orgazmy. Mam też dzięki temu cudowne macierzyństwo. Tak, tak. Macierzyństwo. Mogę skupić się na swoim synku, bawić się z nim, dbać o niego bez ciągłego bólu, zmęczenia i zrzucania obowiązków na męża. Pogodziłam się z tym, że to będzie moje jedyne dziecko (procedury adopcyjnej jak i zostanie rodzicem zastępczym w naszym przypadku jest także skreślone/ nie przejdziemy procedur, próbowaliśmy…). Jestem wdzięczna sobie, swojej wewnętrznej sile, że udało mi się. Oraz temu co nade mną czuwa. To i Jego zasługa. 

Ostatni tydzień miałam cięższy… Lecz jestem wdzięczna za nowe możliwości. Moze nie jest kolorowo… Mimo to mam możliwość spełniania się, jako matka, żona, kochanka, pracownica. Mogę spełniać swoje skryte marzenia, mogę próbować różnych, nowych rzeczy. Czuję pewnego rodzaju spokój, ale i moc. Moc swojej wewnętrznej kobiety. Tej która jest pewna siebie, uparta, piękna i potrafi postawić na swoim, zadbać o siebie i swoich bliskich. 

Ps. Kobiety bez macicy nazywane są syrenami. 

Ps2. Wiecie jakie miałam zdziwko, gdy lekarz powiedział, że szyjka zrasta się z pochwą i mam kilkanaście guzów w tej konfiguracji? :P 

poniedziałek, 4 października 2021

Czekając na śmierć…

 Ostatnie dni miałam dość ciężkie. Nie wiem kiedy nauczę się dbać o zapasy leków… Bez nich nie funkcjonuję. Nie żyję. To gorzko - zabawne jak bardzo jestem od nich zależna, a właściwie moje prawdziwe ja. 

Moja wewnętrzna wiedźma się rozkręca. Czekam na piękny zielnik, tworzę ziołowe mikstury, a mimo jesieni mój balkonowy ogród ma się najlepiej. Moje domowe zoo także. Jeden z żółwi szykuje się do zimowania - bardzo się stresuję tym. Trzeba zrobić badania kału, trzeba zmniejszać temperaturę i schować go do lodówki na kilka tygodni. Swoją drogą… Bardzo polubiłam żółwie. Miały być małego liska ale wiadomo, to ja się nimi zajmuję, on nie potrafi, jest za mały ale bardzo je lubi i codziennie poświęca więcej lub mniej czasu na obserwacje. Ja za to uwielbiam obserwować oprócz żółwi biczogony ozdobne, to są przezabawne gady, mają pocieszne pyski a w dodatku są kolorowe. Choć moje dopiero łapią barwy. Dziś Blubiś udawał, że umiera bo za późno zapaliłam lampę (wina rozstrojonego sprzętu), po czym podniósł się i uwalił na kamieniu jak lubi. Oczywiście jak z ogródka pozrywałam zioła i zobaczył je przez szybę to moment len się podniósł i ożywił. 

Powinnam wspomnieć jeszcze o trzech kotach i psie… Lecz to długie historie, może na inny dzień. 

Stałam się niestety potworem. Pokonując swój strach przed wężami okazało się,że pierwsze karmienie nie będzie tak cudowne. Albowiem Alcatraz nie zamierza jeść mrożonych myszy. On chce żywe… Dwie pierwsze jakoś przełknęłam. Ale mając trzy śliczne, małe kolorowe myszki… Chciałam zrobić loterię. Niech on wybiera. Ja nie zdecyduje się na to, którą ma zjeść pierwszą. Siedziałam i patrzyłam… Czekałam aż smierć się pojawi. Niestety. Ostatecznie musiałam ja wybrać. 

Alcatraz jest pytonem królewskim. Młodym, waży ledwie 161 gram, ma jakieś 40 centymetrów długości. A swoje imię zawdzięcza ucieczkom. Wyobrażacie sobie jak domownicy musieli być wściekli? Pierwszy raz uciekł, bylo wielkie szukanie… Znaleźliśmy go pod blokiem… Potem udało nam sie go znaleźć w grzejniku… A dziś już machnęłam ręka, a gdy znalazłam chwile po prostu szybko go znalazłam za łóżkiem. Już nikogo to nie dziwi i przeszło do normalności. Na swoje usprawiedliwienie dodam, ze mamy specjalny system dla węży i nie powinien uciec - za nic… A ucieka. 

Jutro jadę do Bytomia odebrać dwie piękne panie pytona królewskiego. Jedną nazwę Merry, a drugą Delma (od ich odmian barwnych). Marzy mi się także Onyx - bardzo rzadki okaz, mam go zarezerwowanego, ale jak go odbiorę - nie wiem. Te panny jadą do mnie z Verony! Rozkręciłam się nie? Ale wiedźmy mają koty i trzymają się ich węża i różne gady ;) 






sobota, 25 września 2021

Gdy przychodzi równonoc…

 Siły nocy i dnia się ze sobą spierają. Każdy z nas wie, że tą walkę wygra noc… By na wiosnę mogła wygrać światłość i dzień.  Równość. Wczoraj moją równością zachwiał sen i leki. Nadal zdarza mi się o nich zapomnieć albo nie chcę ich brać i żałuję. Wtedy nie mogę skupić się na rzeczywistości… Terapia i dobrze dobrane leki działają cuda. Choć nim dobrze dobraliśmy proszki minęło 1,5 roku. To nic złego, warto by trwało coś co ma być dobre. 

A to jest dobre. Doceniam mojego męża i jego kawę rano. Doceniam moje wyboiste macierzyństwo, prace… Po prostu moje życie. W tygodniu roboczym jeżdżę rano sama do pracy, sprawiłam sie już bardzo w jazdę za kierownica, moge to teraz powiedzieć pewnie mimo, ze prawo jazdy mam od ponad dziesięciu lat. Lubię te chwile samotności, lubię gdy wracam do domu i jest gwarno. I nie stresuje się momentem, że gdy moje maleństwo (choć już nie takie małe), będzie chore ja będę odpuszczać pracę. Nowi ludzie są mili, choć moja ostrożność została uśpiona i na nowo się budzi, dostrzegam już jak powinnam być uważna. 

Przełamuję swój strach i… Zachwycam się naturą. Gady i płazy są niezwykłe! Okazuje się, że stereotypy i brak wiedzy również w tym kontekście prowadził mnie do ignorancji, której tak bardzo nie lubiłam. Hipokryzja… Czy usprawiedliwia niewiedzę? Nie sądzę. 


Zastanawiam się nad studiami, mam problem z rejestracja i może to jest jakiś głos by jednak darować sobie na ten moment? A może muszę lepiej się zastanowić. 

W garze czuć zapach powideł i lada moment powstanie ciasto na piernik staropolski, który będzie czekał na upieczenie w grudniu. 

poniedziałek, 20 września 2021

Jesień

 Przyszła jesień. Zaczyna zrywać liście z drzew. Słońce zakrywa chmurami… Jest chłodna i szara na codzień. Pachnie cynamonem i jabłkami. Jest cieplutkim i miękkim swetrem, szalem. Goraca kawą, czekoladą i herbatkami. 


A mnie zaskoczyła wrześniem. Szkolnym wrześniem. Nowa praca, nowa szkoła. Zachwycam się swoimi relacjami z uczniami, z innymi nauczycielami. Czuje się spełniona, szczęśliwa. 


Leki, choc dużo ich, w końcu są dobre. Nie boję się, nie umieram, nie probuję umrzeć, nie marzę o tym. Jestem szczęśliwą mamą, nauczycielką, żoną. Łapię jesień i wdycham ją całą sobą. Zgarniam wszystko co mi rozrzuca,  przymykam oczy i zdaję się na los. Stawiając pewne kroki. 

Podejmuję nowe wyzwania, czuję dumę z samej siebie. 

Ja po prostu żyję. 

niedziela, 4 kwietnia 2021

Nic nie warta...

 Noszę do swej figury za duży cień. Nie pozbędę się go. Czuję, że nie uda mi się nic. Czas się kończy, uciekałam ile się dało i przeciągałam... A w głowie słyszę „nigdy nic nie będziesz znaczyć”. Spróbowałam już wszystkiego. Nadszarpnęłam tylko domowy budżet i kopię tylko większy dół. Dociera do mnie jak bardzo... Jest beznadziejnie. 

Kartki pełne planów, pomysłów. Nic z tego. Wystarczy jeden minus by mnie sprowadzić do gleby. Pozostaje tylko oberwana z marzeń rzeczywistość. Tak piekielnie bolesna, brudna, smutna... Rzeczywistość. Ciężko mi ją przełknąć. Jak na nią patrze mam ochotę zwymiotować i uciekać. Tylko nir mam dokąd. 

sobota, 27 marca 2021

Nowe życie

 Musisz umrzeć kilka razy, zanim będziesz mógł naprawdę żyć.

Ch. Bukowski

W ostatni poniedziałek dostałam nowe życie. Ceną było to, że nigdy już nie dam życia nikomu. 

Nie czuję się z tym źle. Pozbawiono mnie chorej macicy i jajnika. Nie czuję się mniej kobieca. Czuje się... W końcu sobą. Czuję, że moje ciało należy do mnie. Nie do choroby. Do mnie. 

W poniedziałek skończył się fizyczny ból, wycięto tak wiele... Calutki ból! Choć w klinice byłam sama i dostawałam mocne leki, to po wyjściu nie wzięłam ani jednej przeciwbólowej. A radość? Dzizus, kurwa, ja pierdole! Mogę wszystko! Choć staram się nie przesadzać. Wszystko musi się zagoić. Czuje siłę i ogromną ulgę. 

Czterdzieści tysięcy... plus dodatkowe badania. Wizyty... Nie żałuję ani grosika. W dobie tej chorej pandemii nie byłam tam sama. Lekarze świetni, empatyczni, a pielegniarki to Anioly! Nocą i dniem. 

A gdy mogłam już wrócić do domu, czekał on u drzwi. Z prezentem na nowe życie. Trafionym i uroczym. Mala pamiątka, symbol takich kobiet jak ja. 



czwartek, 4 marca 2021

Stworzenie...

 W życiu nie chodzi o odnalezienie siebie. W życiu chodzi o wykreowanie siebie. 

G.B.Shaw

Gdy przypadkiem trafiłam na ten cytat z początkiem roku... Olśniło mnie. Mogłabym szukać i nie odnalazłabym siebie. Choćby dlatego, że mnie nigdy nie było. Zostałam stłamszona i uduszona już w zarodku przez rodzinę i otoczenie. Oczywiście buntowałam się, walczyłam... Ale dawno, dawno temu przegrałam. A kiedy uwolniłam się z łańcuchów to okazało się, że to nie moje demony są pod skórą, że już nie ma nic bo spełniłam oczekiwania a teraz jestem wolna i nie wiem co dalej... 

Nie wiem kim jestem, nie wiem co robić. 

Dziecko we mgle. 

Okropne uczucie pustki, bezradności i niewiedzy o przyszłość. Żal o przeszłość. Bo w końcu zrozumiałam ile krzywd doznałam, co mi zrobiono. Potrzebowałam terapii oraz leków by zrozumieć to. Nadal potrzebuje czasu dla siebie by to przetrawić, by dojść do oazy wewnętrznego spokoju. 

Uczę się tworzenia. Tworzenia siebie. Nie pytam nikogo o zdanie, robię swoje by być szczęśliwa. Zrozumiałam, że muszę żyć dla siebie a nie innych, by nie oglądać się na ich zdanie. Najtrudniej jest jednak mając męża. To człowiek, który żył ze mną nie znając mnie w pełni, na nowo mnie poznaje. Akceptuje i kocha nadal lecz ja miewam obawy, że mogę mu się przestać podobać jako osoba.  Choć... Bardzo mnie wspiera. We wszystkim. A miewam szalone pomysły... 



czwartek, 29 października 2020

Odradzanie

 Życie nas rani. Nie da się tego uniknąć.
Uczymy się z tymi ranami żyć,
albo zabijają nas one na długo przedtem,
zanim w istocie umrzemy. 

J. Carroll

Powoli, każdego dnia umierałam. Ból w moim sercu, w mojej duszy nie pozwalał oddychać, oczy nie potrafiły zamknąć w sobie łez... Któregoś słonecznego dnia coś pękło. Rozbiło mnie i zabiło. Ból jakiego dotąd nie czułam nigdy. Ból jakiego sobie nie wyobrażałam. 

UMARŁAM

Nicość. Bezpłciowość, bezwiedność, bezradność w próżni w jaką wpadłam. Odetchnęłam jednak w niej z ulgą. Nie czując nic, nie musząc nic, nie walcząc, wegetując poczułam spokój. Chwilowy spokój, w którym uczę się na nowo oddychać, zbieram siły by odrodzić się, wstać,  poskładać się na nowo. Przecież sklejałam już siebie nie raz. Przecież byłam już zmysłową sarną, którą pokochał wilk. Byłam niedźwiedzicą, która siłą swoją i determinacją stała się matką. Byłam w końcu lwicą, która walczyła o swoje, była siłą macierzyństwa, która dbała o swoje dziecko. Byłam. Nie jestem. 

BĘDĘ

Nie dziś, jeszcze nie jutro... Może za jakiś czas. Lecz będę. Podniosę się, popatrzę na swoje blizny. Zaleczę rany, będę silniejsza. Silniejsza niż kiedykolwiek. Piękniejsza, waleczniejsza, bardziej kochana, pewniejsza siebie. 


ukradzione od RHADS



Followers